Artykuł: O zaskoczeniach... (Krajobraz po bitwie czyli porajdowy felieton)Lubię oczekiwanie przed sezonem. Człowiek z niecierpliwością wypatruje każdego oficjalnego newsa i śledzi na forach te mniej oficjalne doniesienia od „dobrze poinformowanych”. A kiedy już obraz zaczyna się układać, powoli wyłania się obraz kto i czym, zaczyna się prognozowanie. Analizowanie kto ma jakie szanse w stawce, kto może wygrywać rajdy, a kto zostanie mistrzem. Smaczku tym zgadywankom w tym roku dodały nowe przepisy. Czy N-ki dogonią w końcu auta Super 2000? I tak się człowiek zastanawia, emocjonuję, zgaduje... Aż nadchodzą pierwsze rajdy i weryfikują wszystkie przewidywania, zgadywania, czy pobożne życzenia.
W pierwszej chwili Leszka Kuzaja miałem zamiar wpisać do rubryki „rozczarowania”. Bo oto wielokrotny mistrz Polski dołącza do super-teamu Skody. Takiej oprawy medialnej nie miał chyba jeszcze żaden zespół w historii. Nowa Fabia jest uważana za jedno z najlepszych aut w swojej klasie, a klasa za tą najszybszą w polskich rajdach. Nic więc dziwnego, że wszyscy, ze mną włącznie spodziewali się zwycięstw. A tu rozczarowanie! Ale spojrzawszy na punktacje zmieniłem zdanie. Dwa razy na podium i tylko kilka punktów za liderem – jeszcze za wcześnie, żeby skreślać Leszka Kuzaja.
Niżej na rajdowej giełdzie był notowany Kajetan Kajetanowicz. Nie ze względu na umiejętności. Te kibice oceniają wysoko - nie bez przyczyny kierowca z Ustronia ma jedne z większych i najzagorzalszych fan-klubów. Ale nowa Impreza bardzo powoli zdobywa serca kibiców. Wszyscy dobrze pamiętamy koszmarny debiut tego auta w RSMP. Nie dali rady ani Kuzaj, ani Kuchar, ani Frycz, ani nawet ściągnięty w pośpiechu ze Szwecji Patrik Flodin. A na dodatek to tylko N-ka, gdzież jej tam do S2000... Ale nie jest tak źle. Gdyby nie kapeć na Elmocie, Kajtek byłby dużo wyżej w punktacji, a jego tempo na Rajdzie Lotos zaimponowało nawet Boufierowi. Mnie też jeśli o tym mowa. Nowa Impreza N15 wygląda dziś na najlepsze auto w stawce grupy N, a tegoroczne zmiany w przepisach sprawiają, że dogania też topowe S2000. O ironio, nowy Lancer Evo X nie daje rady. W Mitsubishi ktoś uwierzył, że z nowej Imprezy nie uda się zrobić dobrej rajdówki i nowe Evo zadaje szyku tylko ładniejszym nadwoziem.
Ostatnio głośno tęskniłem tu za Bryanem Bouffierem. No i moje nadzieje i życzenia się spełniły. Sympatyczny Francuz wrócił na nasze oesy i od razu przypomniał, że trzeba się z nim liczyć. Szkoda tylko tego pierwszego dnia rajdu. Dobra wiadomość jest taka, że w kolejnych rajdach też wystartuje, więc „nasi” znów muszą się spiąć, żeby go gonić. Będzie ciekawie.
Napisałem „nasi” ale to nie jest najlepsze określenie, bo Bryan i Xavier też przecież są już „nasi”. Ich start w Monte-Carlo śledziłem niczym występy polskiej załogi, a francuskie flagi przy rodzimych oesach świadczą, że mają tu już wiernych kibiców.
A rajdowi kibice to specyficzna grupa. Oprę się nasuwającej się w tym miejscu analogii do kibiców klubów piłkarskich, bo osobiście uważam ją za obraźliwą. Stadionowe zachowania na szczęście na rajdach są rzadkością (choć czasem się zdarzają niestety). Ale prawie każdy z kierowców ma swoich zagorzałych fanów, którzy nie uznają żadnych innych zawodników. Tachają kilometrami własnoręcznie wykonane transparenty i flagi, żeby je rozstawiać na oesach. Hasła zagrzewające do boju można było kiedyś wyczytać nie tylko na transparentach ale i na asfalcie. Dziś to jakby mniej modne. Niektórzy są aktywni nie tylko na rajdzie – na własne oczy widziałem wymalowany pod wiaduktem (za Zakopiance bodajże, nie pamiętam już dokładnie) napis „ściskamy jaja za Leszka Kuzaja”. Nie wspominając już o aktywności na internetowych forach. Dziś kibice to także klienci – niemal każdy zespół ma koszulki, polary, czy inne gadżety ze swoim logo.
Szanujmy więc i podziwiajmy takich zapaleńców, bo to dla nich ten cały cyrk się kręci.
Komentarze
Zaloguj się
Info
Najnowsze wieścizobacz węcej
Losowa galeriawięcej galerii